Coraz bardziej przekonuję się do stwierdzenia, że giełda
w Warszawie, to jedna wielka mieszanka absurdu.
Zwróć uwagę na dzisiejsze notowania najpierw na giełdach
całej Europy, a następnie w USA. Zobaczysz spadki, a w USA
paniczne spadki kursów spółek.
Tym czasem nasza giełda (jak rodzynek), nie dość, że nie
chce spadać (dokładny opis sytuacji w raporcie wczorajszym),
to jeszcze na fixingu 0 16:20 zostaje wyciągnięta za uszy
w górę.
Znajdujemy się więc w potrzasku. Z jednej strony mamy
mocno wyprzedany rynek, co powoduje kupowanie akcji przez
inwestorów uznających ceny za atrakcyjne, z drugiej strony
mamy fundusze, które zmuszone są do pozbywania się akcji.
Wobec dzisiejszej drastycznej przeceny w USA i niechęci
spadku indeksów u nas, logicznie należałoby się spodziewać
przynajmniej próby odbicia w górę. Przyznaję jednak, że
trudno mi sobie takie odreagowanie i jego formę wyobrazić.
Dzisiaj swoje minima odnotowało ponad 70 spółek, co znaczy,
że bessa króluje na naszym parkiecie.
Taka sytuacja, z którą mamy teraz do czynienia, może
spowodować chwilowe odbicie w górę indeksów, jednak skala
takiego odbicia powinna być minimalna. Mam powody przypuszczać,
że po krótkim odbiciu będziemy świadkami przeceny, która
przynajmniej indeks WIG20 sprowadzi w okolice 2500 punktów.
ps. przed chwilką oglądnąłem finalny wykres SP500. Ta czarna
długa świeca wygląda niezwykle groźnie. Możliwe więc,
że wsparcie na 1270 punktów zostanie dość szybko przetestowane.
Jeżeli inwestorzy je pokonają, to automatycznie otworzą
sobie drogę do bardzo mocnych spadków. Jest to bardzo
niebezpieczne nie tylko dla nich, ale również dla wszystkich
giełd światowych.
piątek, 9 stycznia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz