wtorek, 13 stycznia 2009

Nacjonalizacja banków

Okazuje się, że nacjonalizacja banków w USA (może
dziwić, zwłaszcza, że to gospodarka, gdzie wolny
rynek, to jak świętość) może mieć dobry wpływ na
giełdy światowe w krótkim okresie czasu.

Ta niespodziewana informacja spowodowała w trakcie
sesji dzisiejszej mocne podbicie cen akcji już od
chwili otwarcia notowań. Dzięki temu w trakcie sesji
udało się odrobić część strat z czarnego piątku.

Zauważmy jednak, że odbicie to odbyło się przy dość
niskich obrotach (bierność podaży) oraz dzięki owczemu
pędowi (trudno się oprzeć kupnu akcji, jeśli cały
świat rośnie po więcej, niż 3%, prawda?).

Mimo natychmiastowego odbicia indeksów, sesję odczytuję
negatywnie. Ani razu nie udało się podjąć próby
wbicia się w piątkowe luki bessy. Taki stan rzeczy
powinien dać inwestorom do myślenia. Brak szybkiej
negacji złego obrazu technicznego, który należy
połączyć z brakiem miejsca na dalszą zwyżkę indeksów,
powinien w konsekwencji doprowadzić do dalszej przeceny
naszych akcji.

Dzisiaj przez większość czasu miałem możliwość
obserwować notowania giełdy w USA. Wysokie otwarcie
notowań i praktycznie całe zniesienie początkowej
zwyżki w okresie trwania sesji, pozwoliło stworzyć
kolejne czarne świece (Nasdaq). Tym samym można
wyciągnąć wniosek, że Amerykanie skłaniają się
do kontynuacji przeceny.

Rynek akcji wciąż uważam za miejsce, które w sobie
posiada ogromny potencjał niebezpieczeństwa. Skłanianie
się rynków akcji do mocniejszej przeceny, może
w niedługim czasie wywołać silniejszą falę wyprzedaży.
Zaznaczyć trzeba jednak, że rynek akcji potrafi
być zmienny (nie jest wykluczone, że jakaś kolejna
większa interwencja finansowa nie zmieni - jak
w okresie stycznia - biegu giełdy).

Brak komentarzy: